z pointą

19 11 2009

siedzę sobie z farbą na głowie, czekając aż mi się włosy pięknie pokolorują i jestem świadkiem pewnej rozmowy.

generalny temat rozmowy: upierdliwa klientka i jej chęć zrobienia sobie krzywdy. w rozmowie udział wzięli właściciel salonu, czyli Mistrz oraz jego podwładna, czyli fryzjerka u początku swej drogi zawodowej:

f(ryzjerka): ale przecież w tym kolorze, który dobrałam klientce wyglądała dobrze. dużo lepiej niż na początku.
M(istrz): ja się z tobą zgadzam, ale musisz pamiętać, że ostatnie słowo należy do klientki. to co w naszym odczuciu jest zmianą pozytywną, klient może widzieć zupełnie inaczej…
f.: no tak, gdybym Panu dobrała fryzurę…
M.: to najpierw musiałabyś ją ze mną omówić i mnie do niej przekonać.
f.: ale Pan wie, że chciałabym Panu zrobić dobrze.

pointa jest taka, że sama bym chętnie zrobiła Mistrzowi dobrze. o!

;)





(nie)normalność

17 11 2009

ja: wybacz, ale tak jednym okiem zerkam na brzydule.
P.: straciłaś… w sumie nie wiem co straciłaś, ale sam fakt sie liczy.
ja: no przepraszam bardzo, ale właśnie jakiś chłopiec robił zdjęcia. nie mogłam nie zerknąć.
P.: jakim aparatem??
ja: no właśnie z racji tego, że jednym okiem to nie widziałam, ale chyba canon. tylko, że… kurde no, i widzisz, przez ciebie nie wiem.
P.: :D

ja: dochodzę do wniosku, że nie mam normalnych znajomych…
P.: dzięki
ja: zawsze do usług ;)
P.: wystarczyło dodać słówko “prawie”.
ja: e tam. e tam. ;)
P.: dooobra… bycie normalnym i tak jest nudne.
ja: nie wiem. nigdy nie byłam ;)

ja: pamiętasz jak ci mówiłam, że byłam w gliwicach na koncercie i koleś zrobił im beznadziejne zdjęcia? masz [link*] pooglądaj sobie.
P.: ah… beznadziejne zdjęcia innego fotografa… a mówią, że to przez żołądek do serca…

[link*] – nie zamieszczę tu linka, bo mnie jeszcze będą po sądach ciągać, za straty moralne ;).





dieta cud

15 11 2009

wieczna dieta i cudowne kuracje odchudzające. dziewczyny tak mają, prawda? mnie na szczęście się nie chcę i w ramach diety mogę co najwyżej zjeść ciastko/czekoladę/lody/cokolwiek.
w pracy natomiast mam przegląd całej gamy “dietetycznych” nawyków.

rano E. oświadcza, że koniec ze słodyczami. definitywny koniec.

po południu natomiast…

E.: M. zrób kisiel.
ja: a dieta? ;)
E.: kisiel jest kwaśny, więc to nie słodycz.

następny dzień:
E.: a może budyń byśmy zjadły?
ja: :D
E.: budyń na wodzie. nie tuczy!

a w sobotę jadłyśmy pączki.
:)





radar?

8 11 2009

w tłumie mężczyzn w klubie wypatrzyłam tylko jednego, który mnie zaintrygował. zerkaliśmy na siebie przez pewien czas, po czym zniknął. pomyślałam, że wyszedł.

godzinę później wkroczył na scenę jako gwiazda wieczoru.

nie wiedziałam.





pracowniczo i szpitalnie

1 11 2009

w pracy.

Pan A.: co ty taka nieprzytomna?
ja: chora jestem.
Pan A.: bo wy wszystkie robicie z tego sklepu szpital…
ja: ?
Pan A.: wszystkie chore jesteście.
ja: ale tylko ja jestem chora. no chyba, że bierze pan pod uwagę też choroby psychiczne…
Pan A.: no w takim wypadku to zebralibyśmy całkiem pokaźny oddzialik.

-

w domu, na gg.

ja: mam kaszel i zaczynają mnie boleć uszy… myślisz, że mam świńską grypę?
S.: zawsze możesz być 67 ;).

-

zero kurna zrozumienia i współczucia.