buszujemy z M. w poszukiwaniu prezentu dla S. i natrafiamy na zacnie prezentującą się książkownie, a że S. z tych czytających, przystajemy i zakopujemy się w woluminach. w ferworze poszukiwań zachodzimy do zakątka z książkami z kategorii “różne” i podkategorii “nie dla ludzi”.
M. (z przerażającym entuzjazmem w głosie): rysunek techniczny!
sprzedawca do mnie: pani uważa na koleżankę, bo “rysunek techniczny” wzbudza w niej niepokojące emocje.
M.: no właśnie usłyszałam jak to zabrzmiało…
chwilę później, płacąc:
sprzedawca: i jak? z koleżanką wszystko w porządku?
ja: tak, ale znalazłyśmy dużo egzemplarzy “młodego technika”, więc łatwo nie było. ;)
sprzedawca: no cóż, przyjaciół się nie wybiera. ;)
M. się obraziła i powiedziała, że już tam więcej nie przyjdzie.
a morał? politechnika zmienia ludzi. :)


Etam. Co nie zabije, to wzmocni.
W gimnazjum lubiłam pismo techniczne. :) Najlepiej mi wychodziło na kolanie na przerwach. :)
hmm dobra ktora to ksiegarnia??
Ja po rysunku technicznym wiem, że nie ma dla mnie granic nie do przekroczenia.
pesymistyczne: nie znoszę pisma technicznego, aczkolwiek zawsze uskuteczniałam je na kolanie bądź stoliku w bufecie. ;)
agata: tajemnica ;)
uasic: ja po grafice inżynierskiej wiem, że nie powinnam się zabierać za inwentaryzacje pomieszczeń, bo zawsze krzywo pomierzę, a później nad arkuszem bluzgam. ;)