Mi.: jakie polskie słowo zawiera 5 liter “y”?
S.,Ch., ja: ???
Mi.: wychylylybym. (i polał)
Ka.: no to toast!
Mi.: habemus papam!
i wypili. ;)
Mi.: jakie polskie słowo zawiera 5 liter “y”?
S.,Ch., ja: ???
Mi.: wychylylybym. (i polał)
Ka.: no to toast!
Mi.: habemus papam!
i wypili. ;)
frytkujemy w kebabie koło dworca. na dworze nieludzko zimno.
K.: jest tak zimno, że musiałam zacząć chodzić w czapce. tacie zabrałam.
D.: jest łysa w środku?
ja: ale nie napisali, że to dla łysych…
D.: a ma taka kieszonkę na termofor?
ja: albo dodatkową warstwę termoizolacyjną z włosów.
nie ma to jak pojechać po Tacie K. on jest dla nas niewyczerpanym źródłem radości. ;)
-
rozwinięty tytuł notki: “nie na temat świąt”.
z okazji zbliżających się świąt oglądałam wczoraj z Młodym pół nocy filmy, w których się zabijali i nawet wyciągnęłam wnioski.
jak dorosnę zostanę hitman’em. ;)
gdybym nie pojawiła się tu w dzień składania życzeń to z mojej strony coś w stylu “hoł! hoł! hoł! cobyś zawsze wiedział/-a kto Cię rżnął”. taka jestem nonkonformistyczna. ;)
a Aga_acie dziękuję za dobre słowo i życzę jej i Pesymistyczne pysznej czekolady. :)
kto w temacie ten wie, że chujowo. kto nie, niech wierzy na słowo i cieszy się, że nie jest mną (bądź kilkoma innymi osobami).
idę obejrzeć “ja cię kocham, a ty śpisz” na polsacie, a zarazem oficjalnie upaść na samo dno i stracić do siebie resztki szacunku.
nie lubię świąt. lubię za to wolne, więc się wyrównywało, ale w tym roku to jednak lekka przesada.
wychodzimy z lab z biologii:
Mi.: Ruda, a ty idziesz na wykład?
ja: ekhm… yy… [uśmiech nr 5]
Mi.: dobrze, że mamy ćwiczenia, laborki i seminaria, bo byśmy zapomnieli jak Ruda wygląda.
to mi pojechała ;)
poniedziałek, kilka chwil przed kolosem z rosyjskiego z (o radości!) całości materiału. stoimy pod drzwiami, rozmawiając o wszystkim i o niczym.
An. (kompletnie wyrwane z kontekstu): nie denerwuj się.
dr z rosyjskiego: nie ma czym się denerwować. to tylko wasze pierwsze kolokwium z rosyjskiego. bardzo ważne.
czekałam jeszcze na pointe “a jak dostaniecie jedynki to skreślą was z listy studentów” ;)
zmierzamy sobie z A. do panoramy, planując sylwestra:
A.: ale zrobimy bałwana, co? proooszę!
ja: jasne, tylko kupię puszki ze sztucznym śniegiem.
za panoramiczny bar wrócił J. i niezmiennie wygląda zniewalająco. od wczorajszego wieczora chodzę na powrót zakochana, a mój organizm domaga się kontaktu fizycznego ;)
mijam na korytarzu kumpla z liceum:
K.: hej Ania!
Al.: Ruda! ty masz imię! :D
niby mam, ale powoli przestaje na nie reagować ;)
laborki z biologii:
I.: co wy tam robicie?
An.: ja poruszam wężem, a Ruda trzepie…
otwieramy szafkę, bo był problem z gazem, a tam 4 rurki:
ja: czerwony to ciepła woda. niebieski to zimna woda. żółty to gaz… a zielony?
An.: gandzia!
ja: to odkręcaj! ;)
przed lab z biochemii:
E.: Ruda będzie ciągnąć, ona to lubi.
ja: choć ostatnio prawie połknęłam i podłapałam schiza…
Al.: ja tam nie mam z ciągnięciem żadnych problemów.
ja: no ja też mam już wprawę.
;)
wyjątkowo pojechałam na wykład, a prowadzący nie przyszedł. to się nazywa karma ;) na szczęście Z. miał lapka, więc usiedliśmy na korytarzu ładnie w rządku pod ścianą i oglądaliśmy film. obejrzeliśmy mniej więcej godzinę gdy z sali wyszła kobieta i powiedziała, że jeśli mamy tu zaraz zajęcia to możemy wejść do środka. tym sposobem resztę obejrzeliśmy w cywilizowanych warunkach.
wraz z wybiciem 14.00 wchodzi dr P. patrzy na nas i rzecze:
- film państwo oglądają? a dlaczego sobie nie podpięliście tego do rzutnika?
zabił mnie tym :)