chyba mówię niewyraźnie

31 08 2008

rozmowa z Młodym:

Młody: brzuch mnie boli
ja: nerwy
Młody: smurfy?
ja: gumisie

a reszta była milczeniem. jesteśmy rodzeństwem specjalnej troski.

:)





nasz dzień

31 08 2008

czytając nowy post na jednym z blogów, od których jestem uzależniona dowiedziałam się, że dzisiejszy dzień jest międzynarodowym dniem blogera.

tak więc moi drodzy wszystkiego najlepszego!
ale pamiętajcie, że ta pisanina uzależnia, czego dowodem powrót dwóch panów do blogosfery.

:)





bywa i tak (z brzydkim słowem)

31 08 2008

czasami zmęczona byciem ponad, spadam z hukiem na ziemie.

zaczynam wtedy widzieć wasze znaczące spojrzenia.
i słyszeć obelgi.
ale ja jestem odporna. impregnowana na wasze opinie.

więc śmiało. nazywajcie mnie dziwką.





niekonwencjonalne spojrzenie na normalność

30 08 2008

ponownie wykorzystam moje przebogate archiwum komunikatorowe. zapewne niebawem zginę śmiercią tragiczną lub/i znajomi przestaną się do mnie odzywać.

taka ot zwykła rozmowa:

S.: a jakbym był kobieta to bym latał samolotami
ja: ?
S.: miałem ochotę coś napisać głupiego;)

kilka minut później intelekt dalej hula szaleńczo:

S.: moja brzoskwinia jest skinem :)
a mój banan pedałem:D
ja: jezuuuuu
S.: mów mi jeszcze;)

o co chodzi z tymi owocami to chyba do śmierci się nie domyślę. jakieś pomysły?

:)





znowu o tym samym

29 08 2008

fragment rozmowy na gg z M.:

M.: myślisz, że to prawda, że częściej myślimy o seksie niż waceci?
paceci*
faceci*
nawet tego słowa nie mogę poprawnie napisać:D
chyba po prostu nie istnieją prawdziwi:P

coś w tym jest, nie?
:)





pijacko

26 08 2008

rozmowa z pijaną A.:
A.: i co? umówiłaś się z nim na seks?
ja: mhm, wiesz… on ma duży obiektyw…
A.: daj chusteczkę
ja: no, ale nie aż taki duży…;)

z cyklu ‘niby tylko faceci myślą o jednym?’

:)





koniec?

25 08 2008

najpierw się zaczyna,
często przez przypadek.
i jest bajka.

później stabilizacja
i rozkoszne ‘wiem, że jesteś’.

na końcu zostają puste skrzynki.
i puste serca.





wspomnienia

13 08 2008

bo kiedyś było tak, że herbata smakowała inaczej.
i o uśmiech było łatwiej.
i na wszystko był czas.

dzisiejsi mężczyźni byli chłopcami.
chłopcy kolegami z podwórka.
i nie było problemów,
a gdy się pojawiały to
łopatką po głowie.

a wieczorem, w dobranocce kubuś puchatek.





Seks w wielkim mieście

13 08 2008

Wszystkim, którzy mieli wątpliwą przyjemność oglądania losów Carrie Bradshaw i jej przyjaciółek w kinie chcę polecić serial od którego się wszystko zaczęło. Serial bowiem ma to wszystko czego na dużym ekranie nie zobaczymy bądź zobaczymy w znikomych ilościach.

Jest tu miejsce na burzliwe romanse i niezobowiązujące flirty. Na karierę zawodową, zabawę do rana, lunche z przyjaciółkami i przemierzanie Manhattanu w szpilkach od Manolo Blahnika. Ale co najważniejsze, na srebrnym ekranie znajdziemy to co wyniosło „Seks w wielkim mieście” do rangi serialu kultowego. Na naszych oczach przełamywane będzie tabu, przede wszystkim w kwestiach seksualnych, ale nie tylko. Bo czyż kobieta po 30-stce, nie mająca dzieci, a co gorsza, otwarcie mówiąca, że nie przewiduje ich posiadania, nie jest stale spychana na margines?

Twórcy serialu pokazują nam rozkoszną, płytką konsumpcję pod pozorem głębi i odwrotnie, głębie i powagę przedzierającą spod blichtru markowych ubrań i dodatków. I mimo, że odcinek „Seksu…” jest niczym 20 minutowy spot, namawiający nas to picia tej, a nie innej kawy, używania tego właśnie komputera i wydawania połowy pensji na parę butów, to ogląda się tę reklamę znakomicie. Jest dowcipnie, jest ładnie, jest z pazurem.

Popkulturowa lektura obowiązkowa.

-

tekst powstał dla Trafri.net





Off Festival. Chwile dla których warto moknąć.

11 08 2008

Alternatywna muzyka i pogoda iście brytyjska. Zakończona właśnie trzecia edycja Off Festivalu była trochę takim naszym Glastonbury.

Mimo dość krótkiego stażu Off swoim lineup’em każdorazowo elektryzuje. W tym roku nie mogło być inaczej. Przy pięciu scenach bawiło się 11 tysięcy uczestników. Część przyjechała dla konkretnych zespołów, reszta po prostu przyjechała. Na dobrą zabawę mógł liczyć każdy, bo offu nie trzeba znać, wystarczy go poczuć.

Długo by można się sprzeczać, który zespół był najlepszy. Mogwai, of Montreal, Clinic, tym nazwom z całą pewnością zawdzięczamy festiwalową frekwencję, ale scen było 5, a każda miała wiele do zaoferowania.
Pierwszy dzień zaczął się dla mnie tak naprawdę od Lutosphere. Co prawda wcześniej świetnie zagrali Budyń i Sprawcy Rzepaku, ale to nowy projekt Leszka Możdżera był tym wyczekiwanym od miesięcy. Panowie zagrali wspaniale, a zaczarowanych słuchaczy nawet ulewa nie przepędziła spod sceny.
Grające chwilę później Muchy mnie nie przyciągnęły, ale zespół na frekwencję nie mógł narzekać. Opierając się na opinii innych zagrali bez rewelacji, nie udźwignąwszy ciężaru własnych piosenek.
Od tego momentu z minuty na minutę było coraz lepiej. Of Montreal, Clinic, Dick4Dick, Caribou, Mogwai. Publiczność krążyła między scenami po kostki w błocie by usłyszeć i zobaczyć jak najwięcej, a wszystkich słów zachwytu nie sposób przytoczyć.
Na tym tle blado wypadł Hey. Zespół Kasi Nosowskiej dał koncert wyprany z emocji, z którego nie pamiętam praktycznie nic, bo też na scenie nie działo się nic wartego zapamiętania.
Pierwszy dzień festiwalu zakończyłam z Panami Waglewskimi, których koncert nie mógł się nie podobać.
Żałuję, że nie dotrwałam do Hungry Hungry Models, ale mam nadzieję, że uda mi się to kiedyś nadrobić.

Drugi dzień rozpoczęłam wraz z ostatnimi dźwiękami Baaby dobiegającymi z głównej sceny. Nie miałam jednak czasu żałować spóźnienia, bo już po chwili sceną leśną zawładnął Czesław Śpiewa. Mozil wraz z przyjaciółmi zdobył słuchaczy nie tylko piosenkami, ale również ujmującym sposobem bycia. Wspaniały był to koncert i godzien zapamiętania.
So So Modern występujący jako kolejni mieli, więc przed sobą trudne zadanie, ale podołali, a gorące przyjęcie jakie im zgotowała publiczność prawdopodobnie przeszła ich najśmielsze oczekiwania.
Pisząc o drugim dniu warto również wspomnieć o koncercie Menomeny, choć mnie osobiście nie rzucił na kolana. Nie mogę jednak narzekać, bo kilka chwil później niesamowici British Sea Power swoim koncertem byliby zdolni zatrzeć każde złe wrażenie. Ich występ stanowczo plasuje się w czołówce tegorocznego Off Festivalu.
Miłym zaskoczeniem okazał się występ Lao Che. Widziałam ich już kilkakrotnie, ale tym razem przeszli samych siebie. Zaserwowali słuchaczom prawdziwą bombę energetyczną, a występująca gościnnie sekcja dęta nadała nawet zgranym utworom nowy charakter.
Ale Off Festival to nie tylko muzyka. W przestrzeni miejskiej została osadzona wystawa „Something must break” przygotowana pod kuratelą Sebastiana Cichockiego, a najbardziej znany obecnie malarz polski Wilhelm Sasnal zaprojektował mural, który zdobi ścianę kamienicy przy ul. Katowickiej.

Off Festival z roku na rok się rozrasta, ewoluuje i dojrzewa. Jednak póki, tak jak do tej pory, u podstaw będzie muzyka możemy być spokojni o jego przyszłość. I bez obaw wrócić do Mysłowic za rok.


-


tekst powstał dla Trafri.net