nie wiem czym jest miłość.
nie wiem czy rozpoznałabym miłość gdyby stanęła przede mną nago w centrum miasta i kopnęła mnie w kostkę.
za to jestem całkiem niezła w popadaniu w obsesje.
nic wielkiego, broń boże. takie tam domorosłe niby-przeżycia, czującej niby-ból egzystencjalny, wpędzającej się w mini depresję.
i znów, bez wielkich czynów i fiolki leków zapitych butelką wódki.
po prostu rozkoszne nurzanie się we własnym starannie wykreowanym cierpieniu.
narcyzm i egoizm.


skad ja to znam…
zreszta moze lepiej nie wiedziec czym jest milosc… albo inaczej, pytanie kto wie czym jest prawdziwa milosc, bo ja na razie patrze na to jak wszystkie tru lowe wokol mnie gnija i rozpadaja sie niczym kompost nie nadajacy sie do niczego…
pzdr z Francji:) ;*