i jego baobab.
i podróże warsem.
i dzieciństwo pachnące donadówkami.
kolejna książka. kolejny zachwyt. każdemu. stanowczo.
michał witkowski.
i jego baobab.
i podróże warsem.
i dzieciństwo pachnące donadówkami.
kolejna książka. kolejny zachwyt. każdemu. stanowczo.
michał witkowski.
no i okazało się, że ani moja renesansowa wszechstronność ani legendarne szczęście nie wystarczą żeby zdać egzamin z chemii. nie chcąc źle wróżyć powiem tylko, że na 27 już się nauczę. słowo skauta ;)
a poza tym mam poważny dylemat. nie wiem czy iść jutro na koncert czy patrzeć na mecz. z jednej strony siczka i krzysiu grabowski, a z drugiej boski fredrik ljungberg. i kogo tu wybrać? ;)
ech.. ciężkie życie. zastanowię się przy piwie w panoramie. piątkowy wieczór czas zacząć :)
uzależnić się jest łatwo jak widać na moim przykładzie.
a detox boli.
co jako obiekt laboratoryjny mogę potwierdzić.
z bardziej przyziemnych chemia mnie męczy, mózg mi się gotuje, a końca nie widać. i nawet we śnie szaleńca nie znajdzie się scenariusz opisujący jak to zdaję egzamin za pierwszym terminem.
-
a z kuchni krzyczą, że strzeliliśmy gola ;)
wiadomość z godziny 1:57 a.m.
on ma imię. i nazwisko. niby nic, a cieszy nieziemsko. niby nic, a chcę się tańczyć w rytm…
nawiasem mówiąc pogoda jest dziś irracjonalnie radosna z przelotnymi wybuchami najszczerszego śmiechu :)
odcięcie od internetu dobrze wpływa na psychikę. i na stan mieszkania poniekąd.
posprzątałam i żyję z błogą świadomością, że ‘uzależnienie od internetu’ przypadłością do której mi dalej niż bliżej.
jeśli chodzi o stan meczu ja:politechnika to wynik na obecną chwilę wynosi 8:2. najbliższą akcję, miejmy nadzieje kończącą się kolejnym punktem dla mnie, zaplanowano na piątek 13. poczekamy, zobaczymy, ale data obiecująca, czyż nie?
przeczytałam wczoraj ‘dziennik’ chucka palahniuka i kolejny raz zakochałam się w tym autorze bez pamięci. zanurzyłam się w stworzonej przez niego paranoi z dziką satysfakcją, krzycząc o więcej. poproszę bilet do głowy tego pana.
a na zakończenie wpisu przemyślenie z dzisiejszego poranka: moje życie toczy się zgodnie ze strefą czasową nowy jork. spać mi się chcę dopiero o północy, czasu nowojorskiego niestety, przez co chodzę nieprzytomna, nieswoja i poirytowana. młody powiedział, że jestem armed & dangerous :)