Wspomnień czar

6 05 2008

Tym razem będzie wspomnieniowo. Mamy styczeń, wszyscy opatuleni szalikami gnają przed siebie marząc o gorącej czekoladzie. Tak prezentowały się katowickie ulice, gdy na Śląsk zawitał Budyń.


fot. Jadwiga Lemańska

Zero Instytut – miejsce, w którego istnienie przez pewien czas nie bardzo wierzyłam. Widziałam ulotki i plakaty reklamujące klub, lecz pozostawał on dla mnie zagadką. W dzień planowego otwarcia, redakcyjnie ruszyliśmy w teren i mimo nieprzyjaznej aury wkroczyliśmy na ulice Gliwicką. Po kilku minutach poszukiwań zaleźliśmy schody i drzwi zamknięte na głucho, a na nich kartkę, że z powodu przyczyn niezależnych otwarcie jest przeniesione na za tydzień.

Krótko mówiąc nie zaczęli zbyt dobrze. Zastanawialiśmy się nawet czy to nie jakiś projekt na modę „Czeskiego snu” i jesteśmy filmowani z ukrycia…

Na widok plakatów czy zapowiedzi w gazetach z Zero Instytut jako miejscem planowanego wydarzenia myślałam „uwierzę jak zobaczę, zobaczę jak pójdę, a że nie pójdę to nie zobaczę, więc nie wierzę”. Może dziecinne, ale chyba jednak liczy się dla mnie pierwsze wrażenie. Mój sceptycyzm trwał, jak się jednak okazało, do czasu.

18 stycznia w Zero Instytut miał odbyć się koncert Budynia i Sprawców Rzepaku i nie mogło mnie tam nie być, a zarazem jeśli ktoś mógł zatrzeć nienajlepsze pierwsze wrażenie to był to niewątpliwie Budyń.

Jacek Szymkiewicz, bo to właśnie on kryje się za pseudonimem Budyń jest jedną z moich ulubionych postaci na polskiej scenie alternatywnej. Jego niecodzienne teksty nadające nową jakość pojęciu „zabawy słowem” plus pokręcona muzyka, w której łączy się wszystko ze wszystkim, a nawet więcej, owocują nadspodziewanie dobrym efektem. Dobrym jednak tylko w wydaniu studyjnym, ponieważ na żywo efekt jest wręcz fenomenalny. Staje się tak za sprawą samego Budynia, który komunikacji z publicznością mógłby uczyć niejednego ze starych wyjadaczy polskiej sceny. Szymkiewicz potrafi podgrzać atmosferę nawet wówczas, gdy sam zmuszony jest do korzystania z zewnętrznych źródeł ciepła, jak to miało miejsce w Zero Instytut, a przeciwności przekuć w atut i zaimprowizować krótką piosenkę o „gryfnej farelce”, która ratowała zgrabiałe z zimna dłonie członków zespołu.

Ponoć przeciętny słuchacz potrafi skupić swoją uwagę przez ok. 20 minut. Nie wiem czy ta zasada tyczy się także koncertów, ale w myśl powiedzenia „przezorny zawsze ubezpieczony” w trakcie jednej z piosenek rozdane zostały wśród publiczności przeróżne przeszkadzajki. Tym sposobem każdy odważny mógł zagrać z zespołem, a hipotetyczne zagrożenie nudą zostało oddalone.

18 stycznia w katowickim Zero Instytut doskonale bawiła się ponad setka (policzonych w trakcie jednej z piosenek) ludzi. Nie nudził się nikt o czym może zaświadczyć wyżej podpisana. Czekamy na więcej „piosenek do dłubania w nosie”.



Budyń i Sprawcy Rzepaku w składzie:

Jacek “Budyn” Szymkiewicz: gitara, wokal, różne przedmioty
Jacek Sprawka: tuba, puzon
Ola Rzepka: perkusja, organy elektronowe


-


tekst powstał dla Trafri.net


Actions

Information

Leave a comment