Lao Che – Gospel

29 03 2008

Początek 2008 roku obfitował w premiery płytowe. Jedną z tych pozycji, które zasługują na szczególną uwagę jest trzecia płyta płockiej grupy Lao Che.

Po kultowym już „Powstaniu Warszawskim” zespół stanął przed nie lada wyzwaniem, a fakt, że kazali nam dość długo czekać (płyta była zapowiadana na jesień zeszłego roku) nie wróżył najlepiej. Istniała obawa, że nie udźwignęli ciężaru wcześniejszego sukcesu i znaleźli się w twórczej ślepej uliczce.

Na szczęście obawy te okazały się płonne, a słuchacze dostali materiał nad wyraz smakowity.

Znakiem firmowym Lao Che są koncept albumy. Tak było z debiutanckimi „Gusłami”, tak było również ze wspomnianym „Powstaniem Warszawskim”. Nie zdziwiła zatem forma w jakiej podano nam nową płytę, choć jak podkreślał lider zespołu – Spięty, próbowali uciec od zamkniętej formy, którą narzucili sobie wcześniej i „starali się jak nigdy, a wyszło tak jak zawsze”.

W tym przypadku motywem przewodnim są relacje człowieka z Bogiem, ale niech lubiący szufladki poważnie się zastanowią zanim nazwą „Gospel” rockiem chrześcijańskim, bo deklaracji „Pan jest moim pasterzem” tu nie znajdziemy.

Człowiek w tekstach Lao Che Boga nie chwali, nie wznosi do Niego modłów, przeciwnie, chwilami kłóci się z Nim w pijackim widzie. Wylewa swoje żale, a o utracone nadzieje obwinia Stwórcę, mówiąc z pretensją w głosie, że „jest tu do dupy raczej”. Jednocześnie zastanawia się nad prawdziwością oka w trójkącie, dociekając ironicznie „czemu nie noga zamiast oka?”.

Spięty pokazuje się z najlepszej strony prezentując cały wachlarz swych umiejętności wokalnych, począwszy od szeptu na krzyku kończąc, serwuje nam emocjonalny roller coaster.

Paradoksalnie muzycznie płyta jest radosna, wręcz taneczna. Drwi z powagi kwestii poruszanych w tekstach, uwypuklając ich groteskowość.

Z każdego taktu uderza nas zabawa rytmem i dziecięca radość budowania melodii z pojedynczych brzmień, akordów i zmian tempa.

Jedną dobrą płytę można nagrać przypadkiem. Jeden sukces można złożyć na karb sprzyjającego zbiegu okoliczności.

Lao Che trzecim bardzo dobrym materiałem potwierdził tylko swoją mocną pozycję na polskim rynku muzycznym.

Ja już teraz mogę powiedzieć, że obok następnej płyty nie przejdę obojętnie, a tymczasem…

“Ciesz się z muzyki i tańcz. Życzymy miłego odbioru.”

-

tekst powstał dla Trafri.net





dziewczyńskie obawy

29 03 2008

tak trochę komunikacyjnie będzie, a trochę dziewczyńsko właśnie.

nie lubię sama wracać nocą do domu.

zawsze tyle się mówiło o zboczeńcach, złodziejach i mordercach, ale ja jakoś nigdy specjalnie się nie bałam. i w sumie teraz też nie boję się zboczeńców, złodziei i morderców. może to brak wyobraźni? w każdym razie nie boję się ich i już.

w zamian boję się czegoś innego.

boję się stać na przystanku, który nie jest początkowym. szczególnie jeśli jest to ostatni nocny autobus przed dłuższą przerwą. wpadam w panikę na myśl, że kierowca się nie zatrzyma i będę musiała iść pieszo, a sama po drodze z nudów umrę.

no właśnie. nie przeraża mnie wizja przejścia przez nie zawsze ciekawą okolicę, tylko fakt, że blisko godzinny spacer będzie przytłaczająco nudny.

wczoraj na szczęście autobus się zatrzymał. zawsze się zatrzymuje, a ja pewnie zawsze będę się bała, “bo dziewczyna nie powinna wracać sama po nocy”.

toteż jak wracam z innymi nie boję się niczego. przynajmniej jest z kim pogadać…





garść opinii

28 03 2008

Jedna osoba powiedziała mi, że jeśli jeszcze raz usłyszy, że mam nudne życie to skopie mi tyłek.

Druga natomiast, że tak naprawdę to może faktycznie czasem jest fajnie, ale na zasadzie jeśli się dzieje to dużo, a reszta czasu to nudne oczekiwanie na to “dzianie się”.

Dwie inne osoby stwierdziły, że jestem przeklęta.

Kolejna, że wzięła sobie do serca moją radę i postanowiła nie marnować czasu.

Nie potrafiłam jej powiedzieć, że sama chciałabym się do moich rad zastowsować.

Nieraz słyszałam, że jestem głupia.

Kilka razy, że inteligentna.

Sporo osób twierdzi, że mam silną osobowość.

A ja coraz częściej mam ochotę zwinąć się w kłębek i nie wychodzić z łóżka.

Też mi się czasem wydaję, że to wszystko wymyśliłam. Tylko, że w moim wypadku momenty są dłuższe niż chwile.








(wszystkim do których nawiązałam)





na święta

22 03 2008

życzeń nie będzie.

będzie rada.

odnajdźcie siebie.

i nie marnujcie czasu.

 





take a break

20 03 2008

Tydzień odpoczynku od Gliwic przede mną.

7 dni bez konieczności jeżdżenia tam i z powrotem to jakaś kosmiczna ilość godzin, których nie spędzę uwięziona w metalowym pudełku poruszającym się DTŚ-ką.

Nieograniczone możliwości spędzenia wolnego czasu, otrzymanego gratis do zestawu “Święta Wielkanocne” w pewien sposób mnie paraliżują. Paraliżują przez rozleniwienie, bo przecież “mam czas”.

I tak kolejną godzinę mobilizuję organizm by rozpocząć świąteczne porządki. Wiosenne…

Ale jak mam przekonać samą siebie gdy za oknem biało, zima i śnieg?

Zrobię to za chwilę. Przecież mam czas.





filmoznawstwo?

14 03 2008

nie wiedzieć kiedy i nie wiedzieć jak – zmieniałam kierunek studiów.

zaczęło się do bólu zwyczajnie, czyli wyszłam za późno na autobus. na wieki tajemnicą dla mnie pozostanie czemu jak stoisz na przystanku przed czasem to dziad się spóźnia albo nie przyjeżdża wcale, a jak jesteś punktualnie (no może pół minutki po czasie) to po twoim transporcie zostaje tylko wspomnienie w postaci kłębów spalin…

tak czy inaczej udało mi się dojechać do miejsca przesiadki, w biegu porwałam, z rąk odzianej na czerwono pani, metro i popędziłam na kolejny autobus.

w mieście moich marzeń i snów głównym czwartkowym zajęciem było oglądanie filmów wszelakich.

kino moralnego niepokoju? dramat? film obyczajowy? a może dokument?

kto mi powie jak sklasyfikować film o biosyntezie białka?





o modzie będzie

12 03 2008

zapchany do granic przyzwoitości autobus na trasie Gliwice – Katowice.

rozmowa dwojga młodych ludzi:

panna M.: kupiłam sobie ostatnio taką śliczną…

… łyżkę do mieszania gipsu.



jednak nie było o modzie.





inauguracja

12 03 2008

“Tym razem się uda” – myśli panna A. wystukując litery na klawiaturze swego sfatygowanego komputera… Mogłabym tak zacząć opowiadanie i poniekąd właśnie to robię.

Opowiadanie w odcinkach dla znajomych obecnych i przyszłych. Będzie na faktach, bo egzystując na granicy światów wszelkie ubarwienia wydają się zbędne.

Enjoy.